Bankowość internetowa i mobilna coraz popularniejsze. Z bankowości internetowej korzysta 12 mln Polaków

Do 2020 roku bankowość mobilna może udziałem w rynku prześcignąć bankowość internetową ? wynika z prognoz firmy Deloitte. Wśród klientów na całym świecie popularność obu tych form dynamicznie rośnie, również w kraju. W Polsce z bankowości internetowej korzystało pod koniec 2013 r. o niemal 10 proc. więcej klientów niż rok wcześniej, z mobilnej ? dwa razy tyle, co przed rokiem. Banki starają się wychodzić temu naprzeciw, prześcigając się w nowych mobilnych ofertach dla klientów.

Według raportu NetB@nk Związku Banków Polskich, z dostępu do usług bankowych przez internet korzystało w Polsce w ubiegłym roku 12 mln użytkowników, a dostęp do takich usług miało niemal 10 mln osób więcej. Z kolei z raportu Deloitte wynika, że płatności przez urządzenia mobilne dokonywało w zeszłym roku dwa razy tyle Polaków, co rok wcześniej. Prognozy firmy mówią o tym, że wraz z rosnącą liczbą urządzeń mobilnych na polskim rynku będzie rosło również zainteresowanie bankowością mobilną. Na całym świecie za sześć lat z tej formy korzystać będzie więcej klientów niż z konta przez internet.

To oznacza duże zmiany w ofercie banków, np. wprowadzanie specjalnych aplikacji, kolejnych funkcjonalności czy oferowanie usług dostępnych tylko przy użyciu urządzenia mobilnego.

?  Średnio około 10-15 proc. posiadaczy kont osobistych z dostępem do bankowości internetowej korzysta również z bankowości mobilnej ? mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Adamczyk, dyrektor bankowości internetowej Meritum Bank. ? Myślę, że ten poziom uda się nam osiągnąć w pierwszym roku.

Meritum Bank wystartował właśnie z nową propozycją dla klientów. Przy pomocy aplikacji Meritum Bank Mobilny poprzez smartfony możliwe będą nie tylko przelewy, lecz także np. zakładanie kont osobistych i firmowych.

 ? Meritum Bank Mobilny pozwala na założenie rachunków, różnego typu przelewy, np. do ZUS czy urzędu skarbowego, a także przelewy na numery telefonów komórkowych czy przelewy facebookowe. Osoby spłacające kredyty walutowe mogą skorzystać z rachunku e-Kantor ? przekonuje Adamczyk.

Pod koniec kwietnia bank uruchomi też możliwość wydawania poleceń głosowych do aplikacji (np. realizacji transakcji czy zapytanie o saldo).

Na początku marca nowe funkcjonalności mobilne wprowadził również Bank Zachodni WBK. To m.in. możliwość zakupy biletów komunikacji miejskiej w 26 miastach kraju czy mobilna lokata. W ciągu 10 miesięcy ubiegłego roku liczba klientów banku korzystających z bankowości mobilnej wzrosła o 30 proc. W lutym korzystało z niej 250 tys. klientów, do końca przyszłego roku ma być ich ok. 1 mln ? wynika z szacunków Banku Zachodniego WBK.

Do wzrostu popularności bankowości mobilnej przyczynia się ogólnoświatowy trend wzrostu liczby użytkowników smartfonów i tabletów. Sprzedaż tych urządzeń przewyższyła sprzedaż komputerów stacjonarnych. Według raportu firmy Deloitte i Allegro ?Digital Trends 2013? ze smartfonów i tabletów korzysta w Polsce 8 mln osób.

 

Grecka gospodarka może w tym roku wyjść z recesji. Do odbicia niezbędny jest jednak społeczny optymizm

? Grecka gospodarka nie potrzebuje kolejnych oszczędności, ale wzrostu optymizmu wśród społeczeństwa ? uważa Loukas Notopoulos, z pochodzenia Grek, prezes firmy Vivus Finance. W Atenach od kilku tygodni trwają negocjacje przedstawicieli tzw. trojki, czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego z przedstawicielami greckich władz na temat planów naprawy sytuacji gospodarczej w tym kraju.

 Grecy oczekują od trojki konkretnego planu i zrozumienia, że Grecja nie ma własnego ogromnego przemysłu, jak Hiszpania czy Włochy. Jest krajem nastawionym na rolnictwo, usługi i turystykę ? mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Loukas Notopoulos, z pochodzenia Grek, prezes Vivus Finance. ? Powinno się też zrozumieć, że oszczędności i cięcia nie pozwolą powrócić na ścieżkę wzrostu. Trzeba trochę poluzować i sprawić, by Grecy uwierzyli, że jest szansa na wyjście z kryzysu w najbliższym czasie.

Grecja była krajem, który z powodu nadmiernego zadłużenia najbardziej ucierpiał podczas rozpoczętego w 2007 r. kryzysu finansowego. W ciągu sześciu lat gospodarka skurczyła się o jedną czwartą. Reformy, które muszą przeprowadzać władze, to warunek trojki, by Grecji udzielono finansowej pomocy międzynarodowej. Plany naprawcze rządu zakładają m.in. redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym. Do końca roku pracę może stracić 11 tysięcy osób.

 ? W wyniku kryzysu cofnęliśmy się o 15 lat ? twierdzi Notopoulos. ? Zanikła klasa średnia, a mnóstwo ludzi nagle utraciło swoje mieszkania, prace i status społeczny. Brakuje nadziei na przyszłość, a optymizm społeczny jest niezbędny do gospodarczego odbicia.

Wysokie bezrobocie (28 proc.) jest jednym z najpoważniejszych problemów greckiej gospodarki. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Komisja Europejska przewidują jednak, że Grecja wykaże wzrost PKB za 2014 r., a przynajmniej za ostatnie miesiące tego roku.

Ateńskie negocjacje przyspieszyły za sprawą zezwolenia na emisję akcji przez Eurobank ? jeden z największych greckich banków.

 ? Banki są motorem gospodarki i jeśli Eurobank wejdzie na międzynarodowe rynki finansowe, to będzie to znak, że zaczynają one ponownie wierzyć Grecji ? przekonuje Notopoulos.

Tradycyjnie zdecydowana większość greckich banków należała do państwa lub greckich rodzin. Obecnie na rynku pojawiają się zagraniczni inwestorzy.

Paradoksalnie jednak kryzys ma też swoje dobre strony. Dzięki zwiększonym kontrolom ze strony fiskusa, choć uciążliwym dla przedsiębiorców, władzom udaje się skutecznie walczyć z unikaniem płacenia podatków.

 ? Dzisiaj każda osoba, która prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą musi co miesiąc do urzędu skarbowego składać w formie elektronicznej książkę przychodów i rozchodów. Fiskus ma pełne informacje na temat tego, co się dzieje dzisiaj w gospodarce ? mówi Notopoulos.

W efekcie tego typu wymogów Grecja pod względem informatyzacji w administracji staje się jednym z najbardziej rozwiniętych krajów europejskich. W tym roku 97 proc. deklaracji podatkowych zostanie złożonych w postaci elektronicznej.

 ? Dochodzi nawet do śmiesznych sytuacji. Dwa tygodnie temu grecki resort finansów wydał interpretację zgodnie z którą każdy Grek, który nie ma adresu e-mailowego, będzie płacił karę od 100 do 200 euro. Posiadanie własnego adresu e-mail jest bowiem niezbędne, by móc zalogować się do systemu elektronicznej deklaracji podatkowej ? mówi Loukas Notopoulos.

Dziś start nowych indeksów na GPW. Mają zwiększyć płynność i przejrzystość

Na GPW debiutują indeksy WIG50 oraz WIG250. Zastąpią one dotychczasowe indeksy średnich i małych spółek ? mWIG40 oraz sWIG80. Dzięki tej zmianie inwestorzy mają otrzymać lepszy wskaźnik koniunktury wśród spółek o średniej i niskiej kapitalizacji. Jak pokazują dotychczasowe doświadczenia, zyskać mogą też spółki, które znajdą się w nowych indeksach.

WIG50 oraz WIG250 są obliczane i publikowane przez GPW od dzisiaj. Po piątkowej sesji, 21 marca do historii przeszły indeksy małych spółek ? sWIG80 i WIG-Plus. Z kolei mWIG40 będzie obliczany do 31 grudnia 2015 roku, ponieważ jest on bazą dla instrumentów pochodnych, które wciąż są w obrocie. Kontrakty terminowe oparte o nowy indeks WIG50 zostaną wprowadzone do obrotu pod koniec 2014 roku. Nowe indeksy WIG50 oraz WIG250 to kontynuacja przebudowy struktury wskaźników na GPW, która rozpoczęła się od wprowadzenia WIG30 jesienią 2013 roku.

Naszą intencją przy tworzeniu tej nowej struktury indeksu było zachowanie dotychczasowych zasad, a więc utrzymanie tego podziału na indeks największych spółek, średnich spółek oraz spółek małych. Tak samo będzie teraz, dalej będziemy mieli indeks blue chipów WIG30, indeks spółek średnich WIG50 i indeks spółek małych WIG250. Przy czym od momentu, w którym rozpoczęliśmy publikację tych starych indeksów, bardzo mocno wzrosła nam liczba notowanych spółek na giełdzie, a więc dużo spółek zostawało za tymi indeksami ? wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Wiśniewski, przewodniczący Komitetu Indeksów Giełdowych w GPW.

Według GPW, nowe indeksy będą lepiej odzwierciedlać zróżnicowanie spółek, które są notowane na warszawskim parkiecie. Dotyczy to zarówno podziału emitentów pod względem wielkości kapitalizacji, jak i sektorów gospodarki, które te spółki reprezentują. Przykładowo, w WIG50 znajdzie się wiele instytucji finansowych oraz spółek z sektora handlu i usług.

Struktura branżowa w pewnym sensie będzie odpowiadać temu, jak wyglądają spółki po tej pierwszej trzydziestce. A więc tutaj mamy dużo spółek z branży finansowej, np. Getin Noble Bank czy Millennium Bank, ale także nowe spółki jak Energa, która niedawno debiutowała na giełdzie, oraz wiele spółek z branży usługowej ? mówi Wiśniewski.

Te zmiany mogą być korzystne dla firm, które dotychczas pozostawały poza indeksami mWIG40 czy też sWIG80. Spółki wchodzące w skład indeksów są lepiej obserwowane przez rynek, zarówno inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. To umożliwia wzrost płynności ich akcji ? a więc pojawia się więcej kupujących i sprzedających, rośnie liczba transakcji. W rezultacie spółka staje się bardziej atrakcyjna dla kolejnych inwestorów, którzy wymagają wysokiej płynności.

Będzie zwiększone zainteresowanie tymi spółkami, taką sytuację mogliśmy obserwować na  przykładzie indeksu WIG30. Kiedy w portfelu tego indeksu pojawiło się 10 nowych spółek, widzimy też, że zainteresowanie tymi spółkami wzrosło. Tak samo może być w przypadku indeksu WIG50 i WIG250 ? do tych indeksów trafiają nowe spółki i tym samym one mogą się znaleźć w orbicie zainteresowania zarówno inwestorów finansowych, jak i indywidualnych ? uważa Wiśniewski.

Jednym z istotnych elementów najnowszej strategii GPW jest pobudzanie rozwoju rynku instrumentów pochodnych. Nowe indeksy na warszawskiej giełdzie, których celem jest zwiększenie transparentności i płynności rynku, mają także przyciągać inwestorów na rynki kontraktów lub opcji. Pod koniec roku ma rozpocząć się handel instrumentami opartymi o indeksy WIG30 i WIG50. Znajda się one w obrocie równolegle z kontraktami na mWIG40 i WIG20, które zostaną ostatecznie wycofane od czerwca 2015 roku.

Nie zmieni się sposób obliczania indeksów. WIG50 i WIG250 będą tzw. indeksami cenowymi, a więc będą obliczane na podstawie cen transakcyjnych, bez uwzględnienia dochodów z dywidend.

Związek Firm Pożyczkowych: mikropożyczki mogą zniknąć z rynku, jeśli rząd nie zmieni założeń ustawy regulującej rynek pożyczkowy

Związek Firm Pożyczkowych apeluje do resortu finansów o zmiany w projekcie nowelizacji ustawy o kredycie konsumenckim i przeprowadzenie dodatkowej tury konsultacji społecznych. Projekt, którego celem jest uregulowanie rynku pożyczek pozabankowych, zdaniem pożyczkodawców, może go zniszczyć, a tym samym zaszkodzić konsumentom. Na skutek nowych przepisów konkurencja na rynku będzie mniejsza, więc koszty pożyczek mogą wzrosnąć.

W ocenie Związku Firm Pożyczkowych, zaproponowane przez resort finansów regulacje mogą całkowicie wyeliminować z rynku pożyczki krótkoterminowe, bo udzielanie ich stanie się nieopłacalne.

 ? Model limitowania cen zaproponowany przez Ministerstwo Finansów całkowicie rozmija się z modelem biznesowym pożyczek krótkoterminowych w sektorze pozabankowym ? mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Ryba, prezes Związku Firm Pożyczkowych (ZFP).

Najnowszy projekt ustawy o kredycie bankowym zakłada m.in. wprowadzenie limitów kosztów pozaodsetkowych oraz dodatkowe ograniczenia dla klientów powracających. Zgodnie z założeniami resortu, wielkość limitu kosztów pozaodsetkowych miałaby być uzależniona od czasu trwania pożyczki. Limit ten miałby stanowić 25 proc. wartości całej kwoty pożyczki lub 30 proc. wartości pożyczki w ciągu roku, łącznie jednak nie więcej niż 100 proc. całkowitej kwoty pożyczki. Jednocześnie w przypadku udzielenia konsumentowi kolejnych pożyczek w okresie 120 dni, całkowitą kwotą kredytu byłaby wartość pierwszej pożyczki, a koszt obu pożyczek łącznie nie mógłby przekroczyć wyznaczonego limitu.

 ? Dyskryminuje to pożyczkodawców, którzy oferują pożyczki spłacane w jednej racie, udzielane na miesiąc. I właśnie tej regulacji, która uwzględniałaby wszystkie części sektora rynku pożyczkowego, brakuje ? argumentuje prezes ZFP. ? Jest to naszym zdaniem dość stronnicza regulacja, która może wyeliminować z rynku pożyczkodawców działających w sektorze payday.

W ocenie ZFP, ministerstwo w przygotowanym projekcie zdecydowanie preferuje pożyczkodawców udzielających pożyczek na dłuższe terminy, czyli na pół roku, rok, dwa lata lub więcej. Tymczasem obecnie mikropożyczki online stanowią ok. 1/3 wartości wszystkich pozabankowych pożyczek udzielanych w Polsce. Zniknięcie tego segmentu rynku najbardziej uderzyłoby zatem w pożyczkobiorców, ponieważ ? jak argumentuje prezes ZFP ? dla mikropożyczek nie ma obecnie żadnej alternatywy ani w bankach, ani w SKOK-ach. Korzyści odnieśliby natomiast duzi gracze na rynku firm pożyczkowych.

 ? Stracą konsumenci, ponieważ ograniczy się konkurencja na rynku kredytu konsumenckiego. To, że ceny pożyczek w Polsce w ciągu ostatniego roku obniżyły się średnio o 15 proc., jest wynikiem działania konkurencji, a nie regulacji ustawowej, której do tej pory nie ma ? podkreśla Jarosław Ryba. ? Zyskają przedsiębiorstwa, które się na nim utrzymają. Więc duże firmy jak na przykład Provident, które będą mogły objąć swoim działaniem obszary, które do tej pory skutecznie im odbierała konkurencja.

Prace nad nowelizacją ustawy jeszcze trwają, ale Związek Firm Pożyczkowych liczy na zmiany w obecnym kształcie projektu i apeluje do resortu finansów o przeprowadzenie dodatkowej tury konsultacji społecznych.

 ? Do tej pory takie konsultacje odbywały się przy okazji publikacji pierwszej i drugiej wersji założeń projektu ? przypomina Jarosław Ryba. ? Przy trzeciej wersji założeń tych konsultacji już nie było, a projekt jest teraz diametralnie różny od propozycji, które ministerstwo przedstawiało wcześniej.

Do przyciągnięcia inwestorów z zagranicy potrzeba systemu zachęt

Sprzyjające warunki do rozwoju rynku kapitałowego, na które składają się m.in. niższe opłaty transakcyjne, przyjazne otoczenie prawne i konkurencyjny system podatkowy, mogłyby skłonić przedstawicieli rynku do zainteresowania się Polską. Nie tylko inwestorów, lecz także różnego typu fundusze, które mogłyby prowadzić swoją działalność inwestycyjną z kraju. Rynek ożywić mogłoby również większe zainteresowanie gospodarstw domowych inwestycjami giełdowymi.

 ? Jeżeli w Polsce uda nam się stworzyć takie warunki dla całej branży, dla pracowników branży przemysłu papierów wartościowych, dla TFI, dla OFE, dla funduszy hedgingowych, dla domów maklerskich, że będą chciały rejestrować swoją działalność w Polsce, a nie prowadzić ją z Londynu, to wtedy można powiedzieć, że tworzymy pewne centrum finansowe ? mówi Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich. ? To znaczy, że tu będą tworzone miejsca pracy, ludzie tutaj będą przyjeżdżać, żeby rozmawiać z inwestorami, ze spółkami, żeby inwestować w tym rejonie. A do tego jest potrzebne przyjazne otoczenie prawne, konkurencyjny system podatkowy, taki, żeby menadżerowie chcieli tu pracować.

Ważnym elementem w strategii budowania centrum finansowego w Warszawie będzie również giełda. Jeśli będzie wielu emitentów, to zwiększy się zainteresowanie naszym regionem. Zdaniem prezesa IDM, trzeba zwiększyć atrakcyjność warszawskiego parkietu dla zagranicznych inwestorów. Duży potencjał widzi też w oszczędnościach gospodarstw domowych, które mogłyby w większym stopniu trafiać na giełdę.

 ? Mamy rezerwy w kraju, jeśli chodzi o podaż kapitału. W strukturze oszczędności gospodarstw domowych w Polsce przeszło 40 proc. to gotówka i depozyty w bankach, podczas gdy w większości krajów europejskich to jest 25?30 proc. Można systemem podatkowym zachęcać do konwertowania części tej gotówki na podaż kapitału. Można, a nawet trzeba stworzyć, znacznie większe zachęty podatkowe dla III filara systemu emerytalnego, który w istocie rzeczy będzie gromadził pieniądze, które mogą być inwestowane na rynku kapitałowym ? podkreśla Markiewicz.

Rozwój rynku kapitałowego przełoży się z kolei na wzrosty w realnej gospodarce, ponieważ większa podaż kapitału na giełdzie oznacza większe możliwości finansowania przedsiębiorstw.

 ? Jest to ważne dla przedsiębiorstw małej i średniej wielkości na początkowym etapie rozwoju lub przedsiębiorstw innowacyjnych, które z reguły mają ograniczony dostęp do kredytu bankowego. Jest to też ważne dla dużych przedsiębiorstw, które mają wielkie plany inwestycyjne i bank żąda na przykład zwiększenia kapitałów własnych, żeby udzielić dużego kredytu ? mówi prezes IDM.

Ożywieniem na rynku kapitałowym zainteresowane są również domy maklerskie. Wprawdzie ubiegły rok, dzięki lepszej koniunkturze na giełdzie, był dla nich lepszy niż 2012, ale i tak ze swojej podstawowej działalności wysokich zysków nie miały.

 ? Na podstawowej działalności, czyli na obsłudze inwestorów domy maklerskie uzyskały wynik dodatni w wysokości jedynie 32 mln zł versus 65 mln strat rok wcześniej. Zdecydowanie większa część wyniku została wygenerowana działalnością na własny rachunek, czyli na animowanie akcji, na dostarczanie płynności, gdzie domy maklerskie ryzykują swój kapitał ? uważa Markiewicz.

Optymistyczne prognozy dla rynku budowlanego. Głównie dla budownictwa biurowego i przemysłowego

Według badań NBP budownictwo biurowców i budynków przemysłowych ma obecnie najwyższą rentowność. Sam Erbud podpisał kontrakty na realizacje z tego sektora o wartości 1,3 mld zł. Optymizm rośnie w całej branży, choć wciąż w trudnej sytuacji są firmy zajmujące się budową dróg. W najbliższych latach można jednak spodziewać się ożywienia w tym segmencie ? prognozuje prezes Erbudu, Dariusz Grzeszczak.

 Początek roku jest bardzo dobry ze względu na pogodę, w porównaniu do pogody w ubiegłego roku w obecnym praktycznie nie było zimy. Rok 2014 będzie też początkiem nowej perspektywy finansowej z Unii EuropejskiejI to już powoli zaczyna mieć wpływ na całą branżę budowlaną, która nieco się przerzedziła, dzięki czemu łatwiej o zlecenia ? uważa Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu.

Pozytywne tendencje widać w całej branży budowlanej: rośnie wykorzystanie mocy produkcyjnych i sprzedaż, a także poprawia się zyskowność. Niezmiennie w najgorszej sytuacji są firmy budujące drogi ? w trzecim kwartale 2013 r. zaledwie 46 proc. z nich zanotowało zyski. Znacznie lepiej było w sektorze prac wykończeniowych i rozbiórek, gdzie 70 proc. przedsiębiorstw było rentownych ? wynika z badań NBP. Sytuacja zmieni się w najbliższych latach, ponieważ na budowę dróg i torów trafią pieniądze z nowej perspektywy finansowej UE.

 ? W tym roku wiodącym sektorem będzie w dalszym ciągu budownictwo kubaturowe, a w przyszłych latach ? na pewno drogi i kolejnictwo. Widzimy, że w kolejnictwie wzrost inwestycji to około 40 proc. rok do roku. Jeżeli chodzi o drogi, to będzie około 20-proc. wzrost. To są sektory, które będą pchały całą branżę budowlaną w Polsce przez najbliższe 5?10 lat ? ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prezes Erbudu.

Za dobrą wiadomość dla firm działających na rynku budowlanym i deweloperskim Dariusz Grzeszczak uważa też Fundusz Mieszkań na Wynajem, który ma rozpocząć działalność na przełomie marca i kwietnia. To państwowy fundusz inwestycyjny, który będzie inwestował w budynki z lokalami na wynajem. Plan przewiduje budowę ok. 20 tys. mieszkań, co będzie kosztować w przybliżeniu 5 mld zł.

 ? Takie projekty bardzo nam się podobają, bo to są nowe projekty inwestycyjne. Nie ma w tej chwili programu dotyczącego mieszkań na wynajem, robią to osoby prywatne. Natomiast instytucje finansowe w ogóle nie wchodzą finansowo w projekty mieszkań na wynajem. Myślę, że jako firma budowlana będziemy w tym programie uczestniczyć. Natomiast jeżeli chodzi o naszego dewelopera, który buduje mieszkania na sprzedaż, w tej chwili ten program nie obejmuje Torunia i Bydgoszczy, gdzie działamy. Szkoda, ale może zaczniemy to robić w Warszawie ? mówi Dariusz Grzeszczak.

Erbud prowadzi obecnie dwa duże projekty biurowe w Warszawie. Pierwszy z nich to Eurocentrum ? budynek biurowy o powierzchni najmu 65 tys. metrów kwadratowych, a wartość inwestycji to ponad 330 mln zł. Drugi projekt to biurowiec Royal Wilanów o powierzchni najmu 37 tys. metrów kwadratowych i wartości około 220 mln zł.

 ? Mamy też dużą inwestycję w Koninie ? spalarnię śmieci. Dla nas te roboty to jest około 100 mln zł, natomiast cały projekt to jest ponad 300 mln zł, tam jesteśmy udziałowcem w konsorcjum ? dodaje Grzeszczak.