Archiwa kategorii: Giełda

Wiadomości – Giełda

Wino coraz popularniejszą formą inwestycji. Średnio zysk wynosi 2 proc. na kwartał

Inwestorzy coraz chętniej dywersyfikują swoje portfele inwestycjami w alkohole, najczęściej whisky i wino. Ryzyko jest niższe niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, a stopa zwrotu wyższa. W latach 2001?2015 średnio wynosiła ona ok. 2 proc. kwartalnie. Eksperci podkreślają jednak, że to długoterminowe instrumenty. Poza tym trzeba liczyć się z dodatkowymi kosztami, m.in. za zarządzanie i przechowanie wina. 

? Roczny światowy obrót na rynku wina inwestycyjnego przekracza 3 mld dol. i cały czas rośnie. Wartość wina inwestycyjnego na świecie wynosi około 17 mld dol., z czego blisko 25 proc. zasobów jest przechowywane w Wielkiej Brytanii ? informuje agencję Newseria Biznes Tomasz Rólczyński, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. ? W związku z ostatnimi wydarzeniami politycznymi ciekawy jest więc rozwój tego rynku, tym bardziej że na londyńskiej giełdzie odbywa się największy obrót winami na świecie. Drugie jest Chicago.

Najpopularniejsze alkohole inwestycyjne, stanowiące połowę rynku alternatywnych sposobów lokaty kapitału, to wina, whisky oraz brandy. Są to inwestycje przeznaczone dla osób mających już pewien kapitał. Jak podkreśla Rólczyński, w przypadku wina minimalna wartość zaangażowania wynosi ok. 25 tys. zł.

Według Wealth Solutions rekomendowany okres takiej lokaty kapitału wynosi pięć lat. Średnia roczna stopa zwrotu w latach 1987?2011 wyniosła dla wina 13 proc. W konfrontacji z tym walorem słabsze w tym okresie okazało się zarówno złoto (5 proc.), jak i indeksy FTSE 100 (8 proc.) oraz Dow Jones (10 proc.). Dodatkowo każdego roku notowany był dodatni wynik.

? Stopy zwrotu wina są porównywalne albo wyższe niż w przypadku inwestycji w akcje ? potwierdza Tomasz Rólczyński. ? W latach 2001?2015 średni kwartalny zysk wynosił około 2 proc., wobec czego była to inwestycja dosyć atrakcyjna. Przy czym należy pamiętać o tym, że nawet jeśli stopy zwrotu są porównywalne, to ryzyko związane z lokowaniem kapitału w alkohol jest jednak zdecydowanie mniejsze.

Wysokie stopy zwrotu ? zdaniem analityków Wealth Solution ? rynek ten zawdzięcza zdrowym podstawom opartym na grze rzeczywistego popytu i podaży. Przeważającą cześć obrotu pochodzi bowiem ze strony kolekcjonerów i konsumentów dyktujących ceny. Ograniczona produkcja oraz stopniowa konsumpcja poszczególnych roczników w zestawieniu z silnym popytem stanowią kombinację sprzyjającą wzrostom wartości.

? Inwestycje w wino czy whisky nie są przy tym skorelowane z tradycyjnymi sposobami lokowania środków finansowych ?uzupełnia Tomasz Rólczyński. ? W sytuacji zatem, gdy rynek akcji będzie w zapaści, w tym samym czasie możemy tego w ogóle nie obserwować w obrocie alkoholami. Wobec tego stanowi on doskonałe uzupełnienie tradycyjnych inwestycji.

Polski rynek inwestycji alternatywnych, jak zauważa wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu, jest stosunkowo młody. Cały czas się rozwija, wobec czego zainteresowanie nim wciąż rośnie.

? Roczny światowy obrót na rynku wina inwestycyjnego przekracza 3 mld dol. i cały czas rośnie. Jest to rynek rozwijający się nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. Wiele osób poszukuje bowiem okazji do dywersyfikacji portfela ? zaznacza Tomasz Rólczyński.

Inwestować w alkohole można za pomocą platform czy firm specjalizujących się w tego rodzaju inwestycjach. Pobierają one opłaty za zarządzanie (2,5 proc. wartości portfela) i przechowywanie trunków (w przypadku skrzynki wina nie więcej niż około 15 funtów).

Inwestorzy powinni natomiast zapomnieć o możliwości otrzymania do ręki kupionej butelki. Obrót winem inwestycyjnym jest bowiem zdematerializowany. Składowane jest ono w odpowiednich, ściśle określonych warunkach, najczęściej na terenie Wielkiej Brytanii.

? W każdym momencie można zakończyć inwestycję, pozbywając się wina, ale fizycznie nie przechodzi ono przez ręce właściciela ? zastrzega Tomasz Rólczyński.

Na koniec roku dolar będzie kosztował kilkanaście groszy powyżej 4 złotych

Po decyzji agencji Fitch, która wbrew prognozom nie obniżyła perspektywy ratingu Polski, złoty lekko się umocnił. Dolar natomiast po kilku dniach jest już niemal w tej samej cenie co przed decyzją. Amerykańska waluta ma duże szanse podrożeć do końca roku o kilkanaście groszy. Wartość euro z kolei zależeć będzie od rozstrzygnięć, które dziś są niewiadomą.

? Decyzja agencji Fitch w krótkim okresie na pewno będzie miała pozytywny wpływ na notowania złotego. Natomiast mówiąc już o średnim okresie, czyli do końca roku, czynnikami ryzyka dla złotego są, po pierwsze, czynniki zewnętrzne, i tutaj główny czynnik to jest kształt brexitu: to, jak szybko zostanie przeprowadzony i w jakiej formie, a także to, jak to wpłynie na notowania funta, euro i pośrednio na notowania złotego ? mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Kiedrowicz, dyrektor operacyjny KOI Capital.

Oprócz ustalenia kwestii, na jakich warunkach Wielka Brytania opuści Unię Europejską, kolejnym zagranicznym czynnikiem jest kondycja włoskich banków. Gwałtownie straciły one na wartości po wyniku brytyjskiego referendum, a tzw. złe długi w nich zaciągnięte szacowane są na 360 mld euro, czyli niemal jedną piątą wszystkich kredytów.

? To może mieć z kolei negatywny wpływ na notowania euro i wtedy na pewno straci również złoty ? może nie tak bardzo do euro, ale do dolara czy do franka szwajcarskiego. Oczywiście, jeżeli kłopoty włoskiego sektora bankowego rozwinęłyby się w najbliższych miesiącach ? przewiduje Kiedrowicz.

Nad złotym wciąż wisi także niepewność związana z rozstrzygnięciem kwestii kredytów frankowych oraz obniżenia wieku emerytalnego. W tej ostatniej sprawie rząd pozytywnie zaopiniował czekający na przyjęcie od pół roku prezydencki projekt w najbardziej radykalnej wersji.

? Największym wewnętrznym czynnikiem ryzyka jest ustawa frankowa przygotowywana przez Kancelarię Prezydenta. Jeśli ta ustawa zostanie wprowadzona jeszcze w tym roku, to najważniejsze pytanie jest o to, w jakim kształcie ? mówi dyrektor operacyjny KOI Capital. ? Oczywiście pierwotne założenia, które były już przedstawione na początku tego roku doprowadziłyby do bankructwa kilku banków, więc to miałoby bardzo negatywny wpływ na sektor bankowy. W takim razie pozostaje pytanie, w jaki sposób te założenia przyszłej ustawy zostaną złagodzone ,i to będzie miało oczywiście wpływ na notowania złotego. 

Według oceny KNF wprowadzenie ustawy frankowej w pierwotnie proponowanym kształcie kosztowałoby sektor bankowy od 45 do 100 mld zł. Zdaniem Andrzeja Kiedrowicza wspomniane czynniki zaważą głównie na relacji złotego do euro. Dolar bowiem podrożeje ze względu na sytuację zarówno w Europie, jak i w USA.

? Najbardziej prawdopodobne jest to, że złoty pomimo różnych uwarunkowań straci do dolara amerykańskiego, gdyż ten będzie ogólnie wspierany, czy to przez sytuację związaną z brexitem, czy oczekiwania na zacieśnianie polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych, czyli podwyżkę stóp procentowych ? przewiduje Kiedrowicz. ? Dolar amerykański powinien się umocnić do głównych walut, a tym bardziej do złotego. W przypadku dolara widzę poziomy znacznie powyżej 4 zł, czyli w przedziale 4,10?4,20.

Koszt euro zależeć będzie natomiast od tego, który ze scenariuszy w przypadku wymienionych czynników ryzyka się ziści. Pozytywne rozwiązania będą sprzyjały umocnieniu złotego, gdyż fundamenty polskiej gospodarki ? zdaniem ekspertów ? wyglądają korzystnie.

? Planowany wzrost PKB powyżej 3,5 proc., niewielka deflacja, stopa bezrobocia na poziomie około 9 proc. ? to wszystko wpływa dobrze na notowania złotego. W momencie niezrealizowania się negatywnych scenariuszy te czynniki mogą doprowadzić do umocnienia się złotego względem euro do poziomów między 4,20 zł a 4,30 zł ? mówi ekspert ? Jeśli czynniki ryzyka natomiast się zrealizują, to wydaje się, że pozostaniemy powyżej poziomu 4,40 zł, aczkolwiek nie przewiduję przebicia poziomu 4,50.

Doświadczeni gracze mogą zarabiać na rynku Forex nawet kilka tysięcy procent.

Kontrola ryzyka oraz trzymanie się przyjętej strategii to główne zasady, których powinni przestrzegać inwestujący na rynku Forex. Potrzebne jest uważne śledzenie rynków walutowych oraz decyzji banków światowych, ale także przemyślany wybór brokera. Eksperci radzą, by inwestycje na rynku kontraktów na walutę lub surowce rozpocząć od niewielkiego depozytu. Pozwoli to na sprawdzenie usług pod kątem transakcyjnym, bez narażania się na zbędne ryzyko inwestycyjne.

? Główne zasady, jakich należy przestrzegać na rynku Forex, to kontrolowanie ryzyka, czyli tego, ile możemy stracić na poszczególnych transakcjach, a nie tego, ile możemy zarobić, bo jest to o wiele trudniejsza rzecz do kontrolowania ? mówi agencji informacyjnej Newseria Daniel Kostecki, analityk rynków finansowych w domu maklerskim HFT Brokers.

Ekspert zwraca uwagę także na takie aspekty, jak samodyscyplina, niepodejmowanie pochopnych decyzji oraz kontrolowanie własnych emocji. Z dużym ryzykiem wiąże się także dokonywanie transakcji w godzinach podwyższonej zmienności rynkowej, np. podczas publikowania danych makroekonomicznych.

? Dodatkowo potrzebny jest plan, co chcemy na tym rynku robić, po co tutaj jesteśmy, jakie są nasze cele i jak chcemy do tych celów dojść. Warto być także świadomym potencjalnych zagrożeń. Jeżeli patrzymy tylko przez różowe okulary na inwestycje na rynku Forex, to raczej nie tędy droga. Warto od razu mieć plan B ? dodaje Kostecki.

Analityk HFT Brokers zaleca rozpoczęcie przygody z rynkiem Forex od wykorzystania kont demonstracyjnych oraz od uczestniczenia w konkursach, gdzie nagrodą za handel wirtualnymi środkami przyznawane są realne nagrody. Należy jednak mieć na uwadze to, że inwestowanie na rachunkach konkursowych różni się do realnych inwestycji ze względu na ograniczenia wersji demonstracyjnej systemu transakcyjnego i istotne czynniki psychologiczne oddziałujące na inwestującego. Jeżeli natomiast mowa o rachunkach rzeczywistych, to minimalny próg wejścia wynosi 1?2 tys. złotych. Niskie depozyty są wprawdzie narażone na większe ryzyko, jednak przy wykorzystaniu dźwigni finansowej taka kwota pozwala dokonywać już transakcji o sporej wartości nominalnej.

? Mówimy przeważnie o ponadprzeciętnych rezultatach, jakie osiągają inwestorzy. Inwestując w akcje na giełdzie, możemy zarobić kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt procent. Natomiast na rynku Forex mówimy o stopach zwrotu kilkuset, a nawet kilku tysięcy procent ? wyjaśnia Kostecki.

Tak wysokie rentowności osiągane są jednak przy ponadprzeciętnym poziomie ryzyka. Osoba inwestująca na Foreksie powinna zdawać sobie sprawę z tego, że zła decyzja transakcyjna może skutkować nagłą utratą całego wpłaconego depozytu lub przewyższającą jego wartość, gdyż transakcje realizowane są z wykorzystaniem efektu dźwigni finansowej.

? Jeżeli chcemy zacząć inwestować na rynku Forex, to zaczynamy od przeglądu oferty brokerów. Jak wszędzie, wchodzimy do sklepu, patrzymy, jakie są produkty w jednym sklepie, idziemy do drugiego, patrzymy, ile kosztuje ten sam produkt tam i sprawdzamy konkurencję. Tak zazwyczaj to się powinno odbywać ? tłumaczy Kostecki.

Po wyborze konkretnego brokera dobrym rozwiązaniem jest wpłacenie na początku niewielkiej sumy pieniędzy. Mały depozyt umożliwi sprawdzenie jakości oferowanych usług pod kątem transakcyjnym, bez narażania się na zbędne ryzyko. Analityk HFT Brokers zwraca także uwagę na takie aspekty, jak pomoc z działu obsługi klienta, dostęp do szkoleń i materiałów edukacyjnych czy możliwość osobistego kontaktu z przedstawicielami firmy.

? Jeżeli inwestor godzi się na wybór brokera np. cypryjskiego, który nie ma w Polsce oddziału, to trudno mu będzie przyjść do biura i porozmawiać o tym, co go trapi. Należy także zwrócić uwagę na to, czy broker podlega regulacjom nadzoru finansowego w danym kraju ? stwierdza Kostecki.

Przedstawiciel HFT Brokers przywołuje przypadki firm brokerskich, które z dnia na dzień znikały, jednocześnie zawłaszczając depozyty klientów. Brak regulacji uniemożliwiał w takim przypadku odzyskanie powierzonych firmie środków.

Inwestorzy, zwłaszcza ci z niewielkim doświadczeniem, powinni zwracać również uwagę na rodzaj inwestycji ze względu na jej płynność, czyli to, ile pieniędzy znajduje się w obrocie i jak duża jest możliwość swobodnego, natychmiastowego kupna/ sprzedaży kontraktów CFD po aktualnej cenie rynkowej.

? Bardzo popularną parą walutową jest para, która wiąże nam euro i dolara amerykańskiego ze względu na to, że są to dwie największe gospodarki świata i inwestorzy zwracają na nie największą uwagę. Pozostałe przykłady par walutowych to funt do dolara amerykańskiego czy dolar do japońskiego jena ? wymienia Kostecki.

Atutem wymienionych par walutowych są przede wszystkim bardzo wysoka płynność oraz niższe koszty transakcyjne kontraktów CFD w porównaniu z tymi o mniejszej płynności.

Rynek walutowy czeka na decyzję EBC.

Wkrótce kolejny dzień próby dla franka szwajcarskiego. Podczas czwartkowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego może zapaść decyzja o wprowadzeniu programu skupu obligacji. To może osłabić euro i w konsekwencji jeszcze wzmocnić walutę Szwajcarii, także wobec złotego.

? Rynki spekulują, że 22 stycznia podczas posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego dojdzie do wprowadzenia programu QE, czyli luzowania ilościowego skupu obligacji, co dodatkowo spowoduje osłabienie euro. Zakładamy, że działanie banku Szwajcarii było pewnym wyprzedzeniem tego, co stanie się 22 stycznia ? mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych Aforti Exchange. ? Na rynku będzie bardzo duże zamieszanie. Jeśli nie dojdzie do wprowadzenia programu QE, może być jeszcze bardziej ciekawie, bo wtedy euro będzie bardzo mocno zyskiwać, a złoty znowu powróci do trendu wzrostowego. To będzie szansa na umocnienie naszej waluty i ponowne zejście kursu franka w rejon 3,60.

Po spektakularnym umocnieniu 15 stycznia frank pozostaje relatywnie drogi. Mimo że od panicznej reakcji inwestorów szwajcarska waluta sporo straciła na wartości, nadal kosztuje ok. jednego euro i ok. 4,30 zł.

? Jeśli euro będzie się dalej osłabiać, to para EUR/CHF, która była powiązana z frankiem szwajcarskim, znowu zacznie spadać. Czyli w efekcie będziemy mieli pogłębienie spadków ? mówi Marek Paciorkowski.

W ubiegłym tygodniu bank Szwajcarii podjął niespodziewaną decyzję o wstrzymaniu obrony swojej waluty na poziomie 1,20 do euro. Zaskoczony rynek zareagował skokowym wzmocnieniem wartości franka z niespełna 3,60 zł do ponad 5 zł, po czym nastąpiła jego stabilizacja na poziomie 4,25-4,30 zł.

? Na naszej platformie był to poziom 4,90, ale jako że była to ogromna zmienność, to spready na rynku bardzo się rozszerzyły. Nikt nie miał nawet szansy złożenia takiej transakcji, my zresztą też staraliśmy się w jakiś sposób bronić ? opowiada Marek Paciorkowski. ? Tym bardziej że przy tak dużej zmienności bardzo trudno w ogóle trafić w cenę. Obroty musiały być bardzo duże i raczej były realizowane zlecenia oczekujące, przez co kurs w tym momencie zachował się niestabilnie.

Po pierwszej reakcji rynku, po tak silnym umocnieniu franka, inwestorzy zaczęli się reflektować. Aby zrównoważyć swoje niespodziewane posunięcie, bank Szwajcarii poinformował też, że obciął stopy procentowe. W ten sposób trochę uspokoił panikę na rynku.

? Rynek zaczyna odreagowywać pierwszą falę umocnienia ? tłumaczy Marek Paciorkowski. ? Po czym przez resztę dnia koryguje ten cały ruch, stabilizuje się. I kolejne dni przyniosą odpowiedź, czy to był wystrzał spekulacyjny i rynek powróci do równowagi sprzed decyzji, czy jednak inwestorzy znajdą w tym jakiś powód, aby dalej tę walutę umacniać, bo będą kolejne posunięcia.

Inwestorzy zadają sobie bowiem ważne pytanie: co stanie się 22 stycznia, co zrobi EBC i jak rynek na to zareaguje.

Za decyzję banku centralnego Szwajcarii zapłacą zadłużone gospodarstwa domowe i banki

Wczorajsza niespodziewana decyzja Szwajcarskiego Banku Narodowego o rezygnacji z obrony kursu franka szwajcarskiego wobec euro wywołała chaos na rynkach. Szwajcarska waluta umocniła się o 20 proc. względem złotego, co wywołało obawy kredytobiorców o wysokość przyszłych zobowiązań. Na zmianach stracą nie tylko zadłużeni i sektor bankowy, lecz także cała gospodarka. Wszystko z powodu przesunięcia kilku miliardów złotych rocznie z celów konsumpcyjnych na spłatę wyższych comiesięcznych rat w szwajcarskiej walucie.

W czwartek Szwajcarski Bank Narodowy zniósł ustanowiony w 2011 roku sztywny kurs franka do euro na poziomie 1,20. Frank podrożał z 3,54 zł o kilkadziesiąt groszy i ustabilizował się w okolicach 4,10-4,20 zł, a bezpośrednio po decyzji sięgnął nawet do 5,19 zł. Decyzja banku wywołała obawy zadłużonych we frankach i chaos na rynkach.

? Wzrost kursu franka jest dla polskiej gospodarki zjawiskiem negatywnym. Uderza w kieszenie kilkuset tysięcy osób, które mają kredyty w tej walucie. A to, że kilkaset tysięcy osób będzie miało kredyt hipoteczny wart dużo więcej niż kupione za niego mieszkanie, ograniczy konsumpcję. Nie będzie to duże uderzenie w polską gospodarkę, nie mówię, że przez to wzrost gospodarczy nagle znacząco spadnie, ale mimo wszystko to odczujemy ? wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku. ? Po drugie, taki wzrost wyrządza szkody w bilansach banków, co odbije się na zyskowności sektora bankowego i jego skłonności do udzielania kredytów.

Na czwartkowej sesji na GPW indeks najbardziej wrażliwego na komunikat SNB sektora bankowego WIG-banki spadł o 5,46 proc. Najbardziej zniżkowały walory Getin Noble Banku (-16,10 proc.) oraz Banku Millennium (-10,32 proc.). Narodowy Bank Polski zapewnia jednak, że sektor bankowy pozostaje stabilny i odporny na szoki zewnętrzne.

Morawski zaznacza, że wpływ na polską gospodarkę nie będzie silny, ale mimo wszystko negatywny. W jego ocenie istotne jest to, na jakim poziomie kurs CHF/PLN ostatecznie się ustabilizuje. Może to być wartość zarówno 3,80, jak i 4,50 zł za franka szwajcarskiego.

? Wiele zależeć będzie od czynnika politycznego. Gdyby politycy zaczęli aktywnie proponować rozwiązania prowadzące do wsparcia ludzi posiadających kredyty frankowe, np. kosztem banków, wówczas może się pojawić jeszcze większa niepewność w sektorze bankowym, co może mieć jeszcze bardziej negatywne konsekwencje ? mówi ekspert.

SNB obniżył stopę procentową z -0,25 do -0,75, co jednak nie zdołało zrównoważyć skutków decyzji o rezygnacji z powiązania franka z euro.

? Jeszcze w poniedziałek przedstawiciel banku mówił, że utrzymywanie minimalnego kursu EUR/CHF na poziomie 1,20 jest fundamentem polityki pieniężnej tego banku, a trzy dni później zniósł obronę kursu. SNB kompletnie stracił wiarygodność ? ocenia Morawski. ? Rozumiem, że Szwajcarzy doszli do wniosku, że mocna waluta im nie szkodzi, a drukowanie franków po to, by nie dopuścić do umocnienia kursu, jest zbyt ryzykowne.

Jego zdaniem kolejne ewentualne interwencje banku będą mniej wiarygodne, a przez to mniej skuteczne.

? Możemy wyobrazić sobie zarówno silny napływ kapitału do Szwajcarii ze względu na to, że kraj ten jest traktowany jako jeden z najbezpieczniejszych na świecie. Ludzie kupują aktywa szwajcarskie tylko po to, żeby przechować kapitał, a nie po to, żeby zarobić. Z drugiej strony niskie stopy procentowe w Szwajcarii w niedługiej perspektywie mogą doprowadzić do osłabienia franka? prognozuje Ignacy Morawski.

Po nowym roku najważniejszymi indeksami na GPW będą WIG20, mWIG40 i sWIG80

Po szerokich konsultacjach z uczestnikami rynku zarząd GPW zadecydował, że od początku 2015 r. WIG20 będzie nadal najważniejszym indeksem warszawskiej giełdy. Mimo że giełda utrzyma WIG30 w celu promocji wśród inwestorów dodatkowych spółek, to głównym indeksem, na którym będą oparte instrumenty pochodne i strukturyzowane, będzie WIG20.

? Indeks WIG30 nadal będzie obliczany przez giełdę, natomiast zaprzestajemy publikacji indeksów WIG50 i WIG250, czyli indeksów spółek średnich i małych związanych z tym indeksem ? mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Wiśniewski, przewodniczący Komitetu Indeksów Giełdowych Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. ? Ważną zmianą w przypadku indeksu WIG30 jest to, że jego wartości będą podawane co minutę od rozpoczęcia do zakończenia sesji, a nie jak teraz co 15 sekund.

W drugiej połowie 2013 roku poprzednie władze giełdy ogłosiły, że zamierzają wprowadzić nowe indeksy, co miało ożywić rynek. Okazało się jednak, że uczestnicy wolą te dotychczas publikowane.

? We wrześniu giełda przeprowadziła gruntowne konsultacje z szerokim kworum uczestników rynku ? informuje Tomasz Wiśniewski. ? Inwestorami krajowymi, zagranicznymi, instytucjami finansowymi, inwestorami indywidualnymi oraz animatorami i zarządzającymi funduszy inwestycyjnych. W wyniku tych konsultacji uzyskaliśmy odpowiedź, że dla tych uczestników WIG20 i mWIG40 są zdecydowanie lepszym wskaźnikiem do konstrukcji instrumentów finansowych.

Od stycznia powróci także na stałe indeks małych spółek sWIG80.

? Wraca indeks spółek najmniejszych, sWIG80, który był liczony do marca 2014 roku, przez 2014 rok był liczony jako indeks MiS80 ? zapowiada przewodniczący Komitetu Indeksów Giełdowych Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. ? Teraz płynnie wracamy do tego indeksu, a więc wartości, które w przypadku tego indeksu były podane, będą danymi historycznymi indeksu sWIG80.

Indeksy WIG20 i WIG30 nadal będą publikowane, znikną natomiast od stycznia powiązane z tym ostatnim indeksy spółek średnich i małych, czyli WIG50 i WIG250.